Przejdź do głównej zawartości

Tallin

Nawet nie wiem od czego zacząć. Tallin siedział we mnie dość długo. Aż wreszcie stało się- spontaniczny zakup biletu, cała masa przeciwności, ale ostatecznie szybkie pakowanie. Prognozowana pogoda: 0 stopni i możliwy śnieg. Ubieramy się jak na zsyłkę i w drogę!
Na miejscu stolica Estonii sprawiła nam pierwszą niespodziankę- przepiękną pogodę.
Później było jeszcze lepiej. Miasto okazało się tak cudowne, że niecałe dwa dni to stanowczo za mało na nacieszenie się tym wszystkim. Brak tłumu turystów, którzy...ach, no po prostu brak, życzliwi mieszkańcy, cudowne widoki, jeszcze piękniejsza architektura, spokój, radość, no i praktycznie północ. Lepiej być nie może. Już nie mogę doczekać się ponownej wizyty!
Zdjęcia i filmik tylko po części oddają cały klimat tego wypadu.















Zapraszam na kwadraty z podróży, gdzie można znaleźć zdjęcia z różnych wypraw, między innymi te z Tallina. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Morskie Oko

Jednodniowy wypad nad Morskie Oko. Był to nasz pierwszy raz w tych okolicach, ale zapewne nie ostatni. Gdyby nie goniący nas czas i brak odpowiedniego przygotowania, to chyba dalej byśmy wędrowały. Udało nam się zejść do Doliny Roztoki i złapać troszkę promieni wschodzącego słońca. Później szybciutko nad Morskie Oko. Asfaltowa droga jako szlak górski, to chyba najgorsza rzecz, jaką mógł wymyślić człowiek. Po odpoczynku w schronisku udałyśmy się na spacer wokół jeziora i przy okazji zahaczyłyśmy o Czarny Staw pod Rysami. Później niestety musiałyśmy już wracać, choć sił było na o wiele więcej. Już niebawem wrócimy z lepszym przygotowaniem (więcej jedzenia i lepszy ubiór) i wejdziemy na wyższe partie gór, gdzie będzie zdecydowanie mniej turystów i większe zmęczenie.  A teraz łapcie zdjęcia z tej wędrówki.Część robiona jest aparatem, część telefonem, bo szybciej.

















Zapraszam na kwadraty z podróży, gdzie można znaleźć zdjęcia z różnych wypraw, między innymi te z Tatr.

Budapeszt2

Kiedy nadarzyła się okazja na ponowny wyjazd do stolicy Węgier nie wahałam się ani chwilę. Jedziemy! Tym razem udało się zobaczyć Budapeszt również w dziennym wydaniu. Wszystko super, fajnie, ale jednak miasto po zmroku skradło moje serce. Nie chcę powtarzać kadrów z nocnego wypadu, które można zobaczyć tutaj, więc macie lekko okrojoną wersję.














Zapraszam na kwadraty z podróży, gdzie można znaleźć zdjęcia z różnych wypraw, między innymi te z Budapesztu.

Wilno

Pakujemy się i jedziemy. Tym razem kierunek Wilno. Problem pierwszy- bilety do Warszawy.  Plan dwóch biednych studentek? Łapiemy stopa. Wraz ze wschodem słońca dwie dziewczyny stanęły przy drodze, nieśmiało machając tekturką z napisem "WARSZAWA" , jednocześnie wątpiąc w dojechanie na czas. Mija 15 minut i nadjeżdża ON... Pan Tomasz. Po 4 godzinach miłej podróży stoimy w samym sercu stolicy Polski, aby za 8h stanąć w sercu stolicy Litwy.


I w środku nocy przyjeżdżamy do Wilna, o którym nie wiemy prawie nic, poza tym, że jest tam troszkę kościołów. I zaczyna się istna pielgrzymka. Pierwszy, drugi, chrześcijański, prawosławny, barokowy, gotycki... do wyboru, do koloru. Nawet można spotkać msze odprawiane po polsku, jak ta w Ostrej Bramie, w której uczestniczyłyśmy.
W południe czas na obiad- kuchnia litewska nie zachwyca, wręcz przeciwnie. Po obiedzie i tak wyciągamy swoje kanapki.
Mimo tego, że Wilno ma pierwiastek polskości, to nie jest on tak bardzo wyczuwalny jak np. we Lwowi…