Przejdź do głównej zawartości

Księżyc


Witajcie ; ) Dzisiejszy późny wpis jest dość nietypowy. Przedstawiam wam zdjęcia...Księżyca. Pierwszy raz w życiu robiłam takie coś więc wybaczcie za szumy, brak ostrości i inne niedociągnięcia.




 I making of ;D







Komentarze

  1. Sylwia, te zdjęcia są przepiękne(chodzi mi o księżyc ;)
    Masz talent, dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu, dziękuję bardzo za tak miłe słowa.:)

      Usuń
    2. Nie ma za co, moja droga.
      To szczera prawda ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Morskie Oko

Jednodniowy wypad nad Morskie Oko. Był to nasz pierwszy raz w tych okolicach, ale zapewne nie ostatni. Gdyby nie goniący nas czas i brak odpowiedniego przygotowania, to chyba dalej byśmy wędrowały. Udało nam się zejść do Doliny Roztoki i złapać troszkę promieni wschodzącego słońca. Później szybciutko nad Morskie Oko. Asfaltowa droga jako szlak górski, to chyba najgorsza rzecz, jaką mógł wymyślić człowiek. Po odpoczynku w schronisku udałyśmy się na spacer wokół jeziora i przy okazji zahaczyłyśmy o Czarny Staw pod Rysami. Później niestety musiałyśmy już wracać, choć sił było na o wiele więcej. Już niebawem wrócimy z lepszym przygotowaniem (więcej jedzenia i lepszy ubiór) i wejdziemy na wyższe partie gór, gdzie będzie zdecydowanie mniej turystów i większe zmęczenie.  A teraz łapcie zdjęcia z tej wędrówki.Część robiona jest aparatem, część telefonem, bo szybciej.

















Zapraszam na kwadraty z podróży, gdzie można znaleźć zdjęcia z różnych wypraw, między innymi te z Tatr.

Budapeszt2

Kiedy nadarzyła się okazja na ponowny wyjazd do stolicy Węgier nie wahałam się ani chwilę. Jedziemy! Tym razem udało się zobaczyć Budapeszt również w dziennym wydaniu. Wszystko super, fajnie, ale jednak miasto po zmroku skradło moje serce. Nie chcę powtarzać kadrów z nocnego wypadu, które można zobaczyć tutaj, więc macie lekko okrojoną wersję.














Zapraszam na kwadraty z podróży, gdzie można znaleźć zdjęcia z różnych wypraw, między innymi te z Budapesztu.

Wilno

Pakujemy się i jedziemy. Tym razem kierunek Wilno. Problem pierwszy- bilety do Warszawy.  Plan dwóch biednych studentek? Łapiemy stopa. Wraz ze wschodem słońca dwie dziewczyny stanęły przy drodze, nieśmiało machając tekturką z napisem "WARSZAWA" , jednocześnie wątpiąc w dojechanie na czas. Mija 15 minut i nadjeżdża ON... Pan Tomasz. Po 4 godzinach miłej podróży stoimy w samym sercu stolicy Polski, aby za 8h stanąć w sercu stolicy Litwy.


I w środku nocy przyjeżdżamy do Wilna, o którym nie wiemy prawie nic, poza tym, że jest tam troszkę kościołów. I zaczyna się istna pielgrzymka. Pierwszy, drugi, chrześcijański, prawosławny, barokowy, gotycki... do wyboru, do koloru. Nawet można spotkać msze odprawiane po polsku, jak ta w Ostrej Bramie, w której uczestniczyłyśmy.
W południe czas na obiad- kuchnia litewska nie zachwyca, wręcz przeciwnie. Po obiedzie i tak wyciągamy swoje kanapki.
Mimo tego, że Wilno ma pierwiastek polskości, to nie jest on tak bardzo wyczuwalny jak np. we Lwowi…